Pałętałam się bez siły po lesie. Co krok no moim pysku pojawiał się
bolesny grymas. Z mojego lewego barku ciekły stróżki krwi. Nabój nadal
był w moim ciele ,a to wszystko przez kłusowników i ich psów. Rana nie
goiła się szybko mimo ,że byłam w zacienionym miejscu. Byłam z byt
wyczerpana by użyć jakich kol wiek mocy. Już od trzech godzin uciekałam
przed ludźmi. Usiadłam pod starym i na pół przepróchniałym starym
bukiem.
-Cyba wreszcie ich zgubiłaś Yomi.-Szepnęłam do siebie.
Oj jak bardzo się myliłam. Nagle z krzaku wyskoczył jasno brązowy wyżeł
węgierski. Rzucił się na mnie i przewrócił mnie na ziemie. Resztkami sił
odepchnęłam psa ,który upadł jakieś dwa metry ode mnie. Szybko wstałam i
gniewnie zawarczałam. Wyżeł z furią zaczął pędzić w moją stronę.
Zwinnie odskoczyłam ,a pies uderzył o drzewo pod którym siedziałam. W
mojej głowie kotłowały się myśli. Byłam za słaba by użyć jakiej kol wiek
mojej mocy. Pies zachwiał się ,a ja skoczyłam na niego by ugryźć go w
plecy. Wyżeł w ostatniej chwili uchylił się. Zaskoczona upadłam na
ziemię i łapami zaryłam o kamienie. Z krzywiłam się z bólu. Pocisk w
moim barku przesuną się o parę milimetrów w głąb moich mięśni.
Zaskomlałam po czym bez silnie zrobiłam unik by nie dostać w brzuch od
natrętnego wyżła. Spróbowałam ostatni raz zaatakować psa. Rzuciłam się
na niego by podrapać go w żebra. Zdziwiony pies ,że jeszcze mam siłę
walczyć nie uchylił się przed atakiem i dostał pazurami w szczeliny
pomiędzy żebrami. Z jego boku ciekła gorąca ,świeża krew. Pies zawarczał
i rzucił się na mnie. Był wściekły jak nigdy. Zachwiałam się i upadłam
na ziemię. Nagle jakiś wilk pojawił się przede mną i odepchną psa
,który z niechęcią pobiegł w stronę końca lasu.
<Kto CD?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz