sobota, 21 grudnia 2013

Od Yomi - Od samego początku

Pałętałam się bez siły po lesie. Co krok no moim pysku pojawiał się bolesny grymas. Z mojego lewego barku ciekły stróżki krwi. Nabój nadal był w moim ciele ,a to wszystko przez kłusowników i ich psów. Rana nie goiła się szybko mimo ,że byłam w zacienionym miejscu. Byłam z byt wyczerpana by użyć jakich kol wiek mocy. Już od trzech godzin uciekałam przed ludźmi. Usiadłam pod starym i na pół przepróchniałym starym bukiem.
-Cyba wreszcie ich zgubiłaś Yomi.-Szepnęłam do siebie.
Oj jak bardzo się myliłam. Nagle z krzaku wyskoczył jasno brązowy wyżeł węgierski. Rzucił się na mnie i przewrócił mnie na ziemie. Resztkami sił odepchnęłam psa ,który upadł jakieś dwa metry ode mnie. Szybko wstałam i gniewnie zawarczałam. Wyżeł z furią zaczął pędzić w moją stronę. Zwinnie odskoczyłam ,a pies uderzył o drzewo pod którym siedziałam. W mojej głowie kotłowały się myśli. Byłam za słaba by użyć jakiej kol wiek mojej mocy. Pies zachwiał się ,a ja skoczyłam na niego by ugryźć go w plecy. Wyżeł w ostatniej chwili uchylił się. Zaskoczona upadłam na ziemię i łapami zaryłam o kamienie. Z krzywiłam się z bólu. Pocisk w moim barku przesuną się o parę milimetrów w głąb moich mięśni. Zaskomlałam po czym bez silnie zrobiłam unik by nie dostać w brzuch od natrętnego wyżła. Spróbowałam ostatni raz zaatakować psa. Rzuciłam się na niego by podrapać go w żebra. Zdziwiony pies ,że jeszcze mam siłę walczyć nie uchylił się przed atakiem i dostał pazurami w szczeliny pomiędzy żebrami. Z jego boku ciekła gorąca ,świeża krew. Pies zawarczał i rzucił się na mnie. Był wściekły jak nigdy. Zachwiałam się i upadłam na ziemię. Nagle jakiś wilk pojawił się przede mną i odepchną psa ,który z niechęcią pobiegł w stronę końca lasu.
<Kto CD?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz