poniedziałek, 30 grudnia 2013

Od Alex

Szłam…Błąkałam się od…
-Ech…dziś miła moja setna rocznica od zwariowania…- pomyślałam, od śmierci mojej córki (czyli od jakiegoś roku) byłam…tego w słowa nie da się opisać…
- Rilla…Rillla…Rilla, córciu gdzie ty jesteś…-szeptałam zataczając pijane koła. Chodziłam już tydzień bez jedzenia, przynajmniej nie byłam spragniona. Karmiłam się promykami słońca prześwitującymi przez konary wysokich drzew. Normalny wilk by pewnie tego nie wytrzymał. Spojrzałam na siebie – byłam cała brudna od błota a moja piękna i lśniąca sierść była w opłakanym stanie. Miałam wrażenie że nie jestem biała tylko brązowa.
- No, no, Alex, niedługo to ty nie będziesz odróżniać się od ziemi którą jesteś ubrudzona. Znowu mówię do siebie… - było to normalne ponieważ taka rozmowa z samym sobą była moim jedynym środkiem by nie umrzeć z szaleństwa.
Nagle, poczułam na grzbiecie słońce. Czyli że wyszłam na otwartą przestrzeń – pomyślałam. Niemiałam nawet siły by spojrzeć gdzie idę. Moje nogi szły tam gdzie prowadziło mnie słońce.
Idąc tak na oślep poczułam że w coś uderzyłam. Siły mnie całkowicie opuściły. Nie drgnęłam nawet palcem. Stałam jak słup, a właściwie jak wielka kupa błota, czekając na reakcję ze strony przedmiotu (a może stworzenia) w który walnęłam. Tak wiem, dziwne ale moje szaleństwo działało właśnie na takiej zasadzie.

<Dokończy ktoś ? Może któryś z samców ?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz